
Wczoraj wybrałyśmy się na spacer do ogrodu botanicznego – wiadomo, wiosna, kwiaty mają kwitnąć itd. Okazało się, że poza forsycjami, sasankami, tulipanami, żonkilami, fiołkami i kilkoma drzewami niewiele jeszcze kwitnie (jak na ogród botaniczny), ale spacer i tak był przyjemny. Zosi towarzyszyła koleżanka (prywatnie i z przedszkola), Maja.
Maja ma urodziny równo rok i dzień przed Zosią! I mieszka tuż obok bramy “botanika”.
Gdy przysiadłyśmy na podwieczorek (biszkopty i pełnoziarniste ciastka z czekoladą), między dziewczynami wywiązała się pogawędka:
ZOSIA: A ja mam ogródek u babci i dziadka, będę pomagać babci sadzić i podlewać kwiaty, żeby nie zwiądeły.
MAJA: A ja mam ogródek i mam dużo kwiatów, i one są kolorowe.
ZOSIA: A mój dziadek zrobił huśtawkę.
MAJA: A mój dziadek też jest fajny.
Dziś Zosia odkryła, że umie ruszać czołem ![]()
Po kąpieli odgarnęła mokrą grzywkę i mówi ze zdziwieniem:
- Zobacz! Rusza się!
Zaczęła się galeria podnoszenia i marszczenia brwi, ze skupieniem i wysiłkiem obserwowała się w lustrze. Mama Zosi pokazała, że ona też potrafi ruszać czołem (choć podobno nie powinna, żeby nie robiły się zmarszczki), na co Zosia:
- Mamo! Ty to robisz za szybko!
Tak w ogóle Zosia powitała dziś w przedszkolu Mamę (która przyszła, zanim Zosia zdążyła zjeść obiad) w ten sposób:
- Ojej! Zaskoczona jestem!
ZOSIA: Mamo, a wiesz, że z Księżyca można spaść?
Wspomnienie zimowe:
Mama wiezie Zosię do przedszkola. Śnieg przestał sypać. Jest piękne słońce. Mróz. Zosia uwielbia śnieg i chodząc po nim stale przypomina, że trzeba uważać na psie siuśki.
Po wejściu do przedszkola Zosia przykleja nos do szyby, przez którą widać salę zabaw i panią Magdę. Zosia woła:
- Jestem pierwsza? Nie ma dzieci? Wygrałam?
Troszku się staram, jeśli chodzi o wpisy, żeby było regularnie. Może czasem z błędami i ciut nie po polsku ale systematycznie. Bo mała Zośka ucieka nam i przecieka przez palce i dzień po dniu zamienia się w dużą Zośkę. Ta regularność to dopiero kilka dni, a zapowiadają się dni dużo bardziej obfite w pracę i zakręcone. I czasem Tata Zosi na spółkę z Mamą Zosi po prostu padają na nos.
Dziś Mama Zosia ma imprezę. Brzmi to ładnie, ale tak naprawdę jest w robocie i nadzoruje czy wszyscy dobrze się bawią i czy przybywa nowych klientów do rodzinnego interesu. Mowa o szkole flamenco. Mama Zosi jest tam królową a Tata tylko wspiera. Ale rodzina to rodzina.
W Cafe Cabaret u zaprzyjeźnionej Niebieskiej Wróżki w pierwszy czwartek miesiąca Mama Zosi i DJ Yanek kręcą fiestę flamenco. Kameralnie, bo miejsca może nie zawiele, ale profesjonalnie i nastrojowo. DJ Yanek wymiata tak, że gacie urywa i nie wyobrażaliśmy sobie nikogo innego, kto lepiej rozkręcił by taką imprezę. Co prawda bardziej go ciągnie do Brazylii niż Hiszpanii ale i tu i tu latino jak się patrzy.
Teraz Zosia. Dziś Tata Zosi odbierał Zosię od Mamy ze szkoły tańca. Zośka rozbijała się po całej szkole na rowerze, bo miejsca w bród i nie ma progów, i jakoś nie specjalnie się kwapiła do powrotu do domu.
Po drodze w samochodzie Zośka usłyszała jak komuś huknęła rura wydechowa, tak ze dwa razy. No i zaczęło się: a co to? a po co taka rura? a kiedy nam się zepsuje rura? a czy to prawda, że paliwo to takie jedzonko? itd.
Tłumaczyłem, że wszystkie samochody mają taką rurę i jak czasem się coś przytka to właśnie tak strzela. Potem na parkingu pod blokiem zaglądaliśmy oczywiście pod nasze auto i sprawdzaliśmy czy nasza rura jest na miejscu, a potem jeszcze rury we wszystkich samochodach sąsiadów. Na koniec Zosia skwitowała: Tato, prawda, że policja też ma rurę ? I że im się rura nie psuje. I tu już Tata Zosi nie miał pomysłów.
Potem było jedzenie fistaszków bo Zośka w tym tygodniu kocha fistaszki. Polecam wszystkim rodzicom, bo zabawa przednia i na jakieś 40 minut dziecko z głowy. Potrzebny jest tylko prostu dziadek do orzechów bo tu jest cały pic. Trzy lata skończone, zęby są, śmieci do ryja nie bierze, orzechy może jeść. W limitach oczywiście.
Mycie. Mycie to już w ogóle pestka. Zośka uwielbia się kąpać. Rozbiera się sama. Nadzoruje napuszczanie wody. Myje się sama i coraz dokładniej, choć jeszcze Mama albo Tata przepytują: A szyja? Umyta! A uszy? Umyte? A dupka? Umyta! A paszki? Zobacz tato że umyte!
Czytanie. Dziś Tata zarządził, że będzie o Smutnym Nosorożcu. Zosia nie sprzeciwiała się. Ale bardzo poważnie powiedziała: Wiesz tato, że nosorożce nie latają? Bo nie mają skrzydeł. Mogą tylko samolotem.
TATA ZOSI
Kilka sytuacji, które się wydarzyły i szkoda żeby uciekły.
Zosia bardzo poczuła wiosnę i obudziła się w niej wielka, namietna miłość do całego świata. Wszystkich i wszystko obdarza głośno wielkim uczuciem, od mamy i taty począwszy, poprzez dziadków, swoje miśki i tygrysy, spinacze do papieru, “Świat Elmo”, puzzle, itd. Wczoraj ukochała bardzo puszkę zielonego groszku Bonduelle, którą dostała w prezencie od Babci Krysi.
Albo
Podczas obiadu jak zwykle marudzenie, a może bardziej przeciąganie go w nieskończoność i wymyślanie tysiąca innych zajęć zamiast interesowania się tym co na talerzu. Pomysłowość nie ma granic. A z dnia na dzień Zośka robi się coraz bardziej cwana i bystra. Jeden z pomysłów, żeby odwrócić uwagę od obiadu: Tato, mogę zmienić sobie stołeczek na czerwony, bo będzie mi pasował do soczku.
Albo
Otwarte drzwi do łazienki. Zośka dopiero co zeszła z nocnika i teraz na czworakach ze zsuniętymi majciochami szuka czegoś pod umywalką. Pytam: A czyja to taka wypięta goła pupa? Na co Zosia odwraca się i ze zdziwieniem mówi: To przecież moja, zapomniałeś?
Zosia dziś poszła do przedszkola – pierwszy raz od dziesięciu dni, bo przed świętami była przeziębiona. Jako mama nie odczuwam bardzo rozłąki, może dlatego, że Zosia uwielbia chodzić do przedszkola!
To nie pusta metafora – naprawdę serce wzbiera mi radością, gdy Zosia z wielkim uśmiechem biegnie z szatni do sali do Pani Magdy (najczęściej rano jest pani Magda), podaje rączkę, a czasem nawet rzuca się jej na szyję. Nie czuję zazdrości, bo zawsze, gdy ją odbieram, wita mnie silnym uściskiem i także wielkim uśmiechem.
Cieszę się, że takie wspaniałe przedszkole udało nam się znaleźć. Dziękuję pani Beatce, panu Marcinowi, pani Magdzie, pani Wioli, wszystkim pracownikom przedszkola “Hello Kids” w Lublinie oraz Mamie Mai, która poleciła nam tę placówkę. Bardzo dziękujemy.
W sobote Zośka pierwszy raz sama korzystała z komputera. Tata Zosi znalazł jej kilka gier w sieci, na których mogła ćwiczyć paluszki. Ponieważ Tata Zosi nie używa myszki przy laptopie tylko takiego poletka do przesuwania palcami, Zosia musiała sobie radzić przesuwając delikatnie kursor po ekranie jednym palcem. Jak już umieściła strzałkę tam gdzie chciała robiła klik i łapała przedmioty. To pierwsza lekcja. Ale wyraźnie przypadła Zośce do gustu. Tata był dumny jak paw, że młoda tak sobie radzi. Graliśmy w ubieranie kotka w różne świecące pierdółki, szukanie różnych rzeczy w szafkach kuchennych, i uprawianie ogródka. Troszkę się martwimy na razie, żeby Zosia nie miała w paluszkach przykurczu bo skupia się bardzo i mocno zaciska piąstkę, dlatego zabawa przy komputerze kończy się po kilkunastu minutach. Poza tym ma być kolejną propozycją a nie zamiast.

