Wczoraj Tata Zosi wracał z Zosią z centrum miasta MPK-iem. Zośka była zachwycona. Zazwyczaj przemieszczamy się prywatnymi samochodami, wielki przegubowiec pełen ludzi to nie lada atrakcja. Już na osiedlu, gdy wysiedliśmy i Zosia zobaczyła na ulicy wielkie kałuże wody krzyknęła przejęta: Tato, zobacz, ulica się rozpuściła.
Strasznie lubię zbierać Zosi powiedzonka, i nowe słowa których używa, bo w ustach takiego malucha hasło, że coś jest urocze bawi i wzrusza. Tylko czasem nie nadążam, bo Zośka sypie nowościami jak z rękawa.
Wieczorem oboje mieliśmy korbę, lenia i dobre humory. Skończyło się tym, że Zośka położyła się z lekkim opóźnieniem. Śmialiśmy się, dyskutowaliśmy, robilismy miny. Zosia wytłumaczyła Tacie, że Tygrysy nie lubią chodzić do lekarza, ale za to lubią się błocić.
A potem rysowała. Już potrafi narysować postać z buzią, brzuchem, rękami i nogami. Nazywam te jej rysowane ludziki Panem Pokrakiem. Zosia rysowała i zapowiadała, że to będzie piękny i uroczy rysunek. I był.
Zanim zasnęła powiedziała jeszcze Tacie ze sto razy, że go kocha. A jak Tata zapytał za co go tak kocha, to że za folię bąbelkową, którą jej Tata przyniósł, i na której można strzelać.
Teraz Zosia już wstała i bryka i to będzie koniec pisania bo zabawa czeka.
TATA ZOSI
Napisz komentarz